Co z mamą?

Wielkie luzowanie – a co z mamą?

Szał otwierania wszystkiego trwa – w ogródkach kawiarnianych pucują stoliki, kina i teatry odkurzają fotele, siłownie wietrzą sale, tylko DPS-y i ośrodki opieki jakoś poza tym całym ożywieniem. Czy ktoś słyszał jakieś ważne ogłoszenie o starszych, chorych, zamkniętych osobach i ich rodzinach? Że się wreszcie mogą zobaczyć? Może są jakieś warunki, które trzeba spełnić? Zaszczepić się? Przetestować? Może strefy spotkań jakieś na wolnym powietrzu? Jakaś procedura? Cisza. Tego się nie ogłasza – jeśli, ktoś się domaga, to niech dyrektorzy, właściciele tych placówek czy kto tam na dole zarządza tymi wszystkimi ośrodkami, sami coś wymyślą. Niech sobie jakoś tam poradzą i nie zawracają głowy.

Pensjonariusze DPS-ów i prywatnych ośrodków opieki – ponad rok zamknięci, odizolowani od bliskich, kompletnie zapomniani przez państwo, nieważni, niepotrzebni. Ci z zaawansowaną chorobą otępienną, jak moja mama, już bez jakichkolwiek szans na odnowienie relacji, zapomnieli to, co pamiętali i umieli przed pandemią. Rok w chorobie Alzheimera to wieczność! Stracona bezpowrotnie.

Chociaż mogło być gorzej, bo w ośrodku jest przynajmniej całodobowa opieka. Chorzy pozostający w domach, z rodziną zostali pozbawieni wszystkiego. Wstrzymano pomoc środowiskową, zamknięto domy dziennego pobytu, odwołano wszystkie wizyty lekarskie. Rodzice dzieci, które nie chodziły do szkół dostali zasiłki, żeby mogli się nimi zająć nie martwiąc o środki do życia. Nic takiego nie zaoferowano zamykając dzienne domy opieki – na opiekę nad chorymi rodzicami, którymi trzeba się zająć dokładnie tak samo, jak dziećmi, żadnych świadczeń nie przyznano. Empatia, współczucie, jakakolwiek próba pomocy? Nic takiego przez ten rok nie nastąpiło.

Choroby otępienne nie istnieją. Przynajmniej w oficjalnym przekazie. Jak już zasiądziemy w ogródkach, parkach, kinach, zdejmiemy maseczki i zachłyśniemy się świeżym powietrzem, pomyślmy o tych tysiącach niewidzialnych ludzi w całej Polsce.

Ja spotkałam się z moją mamą ostatni raz 29 września ubiegłego roku. Dzielił nas parawan z pleksi. Nie mogłam jej dotknąć. Od tego czasu podglądałam ją tylko przez kamerkę. Nie poznaje mnie, nie reaguje na mnie. Nie rozumie, co do niej mówię.

Wielkie luzowanie – a co z mamą?
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Przewiń do góry
Facebook