Co z mamą?

Bezradność

Dziś pierwszy raz po rozmowie z mamą się rozpłakałam. Od razu też zadzwoniłam do lekarza prowadzącego mamę. Jakbym liczyła na to, że powie: ojej, zapomnieliśmy mamie dawać leki przez ostatni miesiąc, więc się pogorszyło, ale już znów podajemy, więc będzie lepiej.

Wysłuchał mnie, westchnął i powiedział to, co powinien: proces otępienny postępuje, nic nie możemy na to poradzić. Staramy się usprawniać co jeszcze się da.

Pierwszy raz dziś mama nie poznała cioci Ani, która ją odwiedza.

– Ona jest taka biedniutka – wyszeptała mi ciocia do słuchawki.

Do tej pory starałam się mieć zawsze dobry humor, żartowałam z pielęgniarkami, byłam dzielna, pomocna, zdystansowana. Zawsze się trzymam, rozwiązuję problemy, załatwiam sprawy. Staram się jak najwięcej wiedzieć, przewidywać, planować. Ale nie mam już siły, nie mogę, nie potrafię, nie chcę. Strasznie żal mi mamy, to takie niesprawiedliwie, tak bardzo niesprawiedliwe…

W chorobie nowotworowej zawsze jest nadzieja, tu nie ma żadnej. Nie poprawi się, nie będzie lepiej, ani na chwilę.

Bezradność
Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
View all comments
Angelika
Angelika
1 rok temu

Piękny blog. I bardzo smutny jednocześnie. Dużo sił!

Przewiń do góry
Facebook