Co z mamą?

Kontakt ze światem przywrócony

Mamy telefon znów działa. Tydzień nam to zajęło. Mamie wrócił humor. To niebywałe, jak bardzo wpływają na jej nastrój takie rzeczy. Komórka jest dla niej bardzo ważna. To, że może zadzwonić (albo choć spróbować, bo ostatnio rzadko udaje jej się wykonać połączenie) wtedy, kiedy chce, daje jej spokój i poczucie kontroli nad swoim życiem. Wiedzieliśmy z bratem, że musimy ten kontakt przywrócić. Nie było łatwo. Dodzwonienie się do pielęgniarek na oddział w ośrodku, w którym mama jest teraz, graniczy z cudem, albo to my mamy takiego pecha. Oboje próbowaliśmy wielokrotnie. Bezskutecznie. Dlatego znów musieliśmy prosić o pomoc pana Adama, kierownika administracyjnego, który urzęduje dwa piętra niżej i już kiedyś nam pomógł w podobnej sytuacji. Problemem okazała się nie tylko ładowarka, którą mama zapodziała, ale też uszkodzony kontakt w pokoju, który nie ładował telefonu, o czym pan Adam doniósł mi w piątek uruchomiwszy mamy telefon, kiedy już byłam gotowa jechać i ratować mamę. Pan Adam zorganizował zapasową ładowarkę. W międzyczasie dotarła też do ośrodka nowa zamówiona przez Alana w internecie.

Czyli akcja była niczym operacja Samum, z zaangażowaniem wszelkich możliwych służb (oprócz maruderów, którzy okopali się na swoich stanowiskach w pokoju socjalnym i udawali, że ich nie ma :)) Dzięki determinacji pana Adama udało się problem zlokalizować i rozwiązać. Jesteśmy mu wdzięczni.

Wiem, to może brzmieć dziwnie, że niedziałający telefon postawił nas w stan najwyższej gotowości, ale dla mamy to naprawdę katastrofa. My z bratem to wiemy. Pan Adam na szczęście też. Nie potrafię zrozumieć dlaczego nie jest to równie ważne dla całego personelu na oddziale, dlaczego fakt, że pacjentka ma komórkę i chce z niej korzystać nie jest wpisany do jej karty, dlaczego raz na jakiś czas opiekunki nie sprawdzą czy z telefonem wszystko ok, nie pomogą zadzwonić do mnie albo do brata, mimo że zwracałam im na to uwagę. Dla mamy codzienna rozmowa ze mną to rytuał. Pewnie, że uciążliwy dla opiekunów, bo mama chce rozmawiać, ale nie potrafi już obsłużyć komórki sama, wyłącza ją przez przypadek, wciska co popadnie i nie umie poprosić o pomoc, ale tak to jest w tej chorobie. Trzeba pacjentowi pomóc. Nie ignorować. Poczucie zagubienia, lęk i frustracja towarzyszą choremu cały czas, chodzi o to, żeby je redukować, a nie podsycać. W przypadku mamy wystarczy pomóc wybrać numer do córki. Proste.

Kiedy usłyszałam mamy głos po tygodniu, poczułam jak spada ze mnie tonowy ciężar. Radość w jej głosie jest bezcenna. O panu Adamie opowiadała długo, z uwielbieniem, łamiącym się głosem. „Miły pan, taki miły pan”, powtarzała.

Kontakt ze światem przywrócony
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Przewiń do góry
Facebook