Co z mamą?

Boże Narodzenie

Po powrocie do ośrodka siedzimy z mamą na korytarzu, jeszcze w kurtkach i z bagażami, które przytargaliśmy właśnie z samochodu.

– A jak tam w domu? – pyta mnie niespodziewanie mama.

– Dobrze – odpowiadam.

– To dobrze.

I nie wiem, czy to pytanie-kotwica, jedno z tych, które mama zadaje jakby automatycznie, czy też może nie pamięta już, a może nawet nie wie, że właśnie z tego domu wróciła i byliśmy tam razem.

**

Jak było? O szczegółach nie napiszę, bo święta, to święta. Czas intymny, nasz. Ale jedno napisać muszę: przyznaję, że przed świętami przemknęło mi przez myśl, czy na pewno powinnam mamę ciągnąć do nas przez pół Polski, że może lepiej pojechać do niej, przywieźć świąteczne smakołyki do ośrodka, posiedzieć razem jeden dzień. Naprawdę to rozważałam.

Nie chciałam jednak sama podejmować takiej decyzji, dlatego rozmawiałam z bliskimi, mówiłam im o swoich obawach, strachach, wątpliwościach. Pamiętałam też, co powiedziała mi kiedyś terapeutka z ośrodka, że pacjenci, którzy zostają na oddziale, choć nie rozumieją, że są święta, czują, że jest jakoś inaczej, ciszej, mało ludzi, personelu też, pytają co się dzieje. Wyobraziłam sobie mamę w takiej sytuacji.

Ale decydująca była rozmowa ze starszą córką. To po niej zyskałam pewność, że mama musi być w domu na święta. Że cokolwiek by się w trakcie tych dni nie działo, sprostamy. I to była dobra decyzja. Cieszę się, że to zrobiliśmy. Myślę, że mama odczuwała radość z bycia z nami. Nie wiedziała, że są święta, nie wszystkich poznawała, ale była pogodna. Narzuciła nam sposób przeżywania tych dni, zdecydowanie mało było czasu na refleksję i odpoczynek, świąteczne rytuały zredukowaliśmy do minimum, dominowały raczej szybkie reakcje na niespodziewane zachowania. Ale byliśmy razem. I to było chyba najważniejsze.

Boże Narodzenie
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Przewiń do góry
Facebook