Co z mamą?

Radość

Jechałam do mamy ogarnięta takim lękiem, że kiedy wróciłam w dobrym humorze i zdawałam bratu relację z wizyty, uznał, że dobrze się bawiłam. Trochę przegiął oczywiście, ale to, co zastałam było tak powyżej moich oczekiwań, że w jednej chwili opadł ze mnie cały stres. I znów, jak kiedyś żartowałam sobie z sytuacji, które zaobserwowałam w ośrodku (bo bywają bardzo śmieszne, wystarczy tylko odrobina dystansu).

Mamy stan się oczywiście nie poprawił, przyzwyczajam się do tego, co jest i chyba powoli akceptuję. Boję się, nie tego, że mnie nie pozna, nie skojarzy, nie zareaguje na mój widok odpowiednio, boję się, że zastanę ją w złej kondycji. Trudno to wytłumaczyć, ale po prostu widzę, czy mamie jest dobrze. Dziś było. Była aktywna, zadawała pytania, chętnie zjadła to, co przyniosłam, widziałam radość.

Opowiadała mi niestworzone rzeczy, kompletnie bez ładu i składu, których słuchałam z uśmiechem, ciesząc się jej dobrym nastrojem.

To mam na myśli mówiąc, że dziś było dobrze.

Radość
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Przewiń do góry
Facebook