Co z mamą?

Zgotowaliśmy im straszny los

Już nikt nie upomina się o starszych, zamkniętych w czterech ścianach zgodnie z hasłem „Zostań w domu”. Krzywa zakażeń spłaszczona, czyli jest dobrze. Pandemia wprawdzie nie gaśnie, tli się jakoś tak przeciągle, ale nie ma się czym przejmować. DPS-y, które przez chwilę były newsem, już przebrzmiały. Co tam się teraz dzieje, nie za bardzo wiadomo.

Różne grupy społeczne i zawodowe coraz głośniej upominają się o uwagę (słusznie), a do górników na Śląsk zjechało pół rządu z maseczkami i testami specjalnie dla nich. Testuje się ich przesiewowo, żeby mogli szybko wrócić do kopalń i nie myśleli o bzdurach typu strajk jakiś czy coś.

A czym mogą zwrócić uwagę rządzących starsi ludzie siedzący cicho w swoich domach, DPS-ach, ośrodkach opieki, spacyfikowani skutecznie i zamknięci na głucho? Niczym. Zostań w domu – powtarzane tysiące razy przez zatroskanych przywódców wbito im do głowy tak skutecznie, że uwierzyli, że to ich jedyna szansa na przeżycie. Żadnych testów nikt im nie proponuje. Ani ich opiekunom.

Przed pandemią seniorzy słyszeli w kółko, że mają się ruszać, ćwiczyć ciało i umysł, nie rezygnować z codziennych rytuałów, chodzić do sklepu, pokonywać choć te kilka schodków przy domu, łapać świeże powietrze po drodze, przysiadać na parkowej ławce, najlepiej w towarzystwie, uprawiać działkę, celebrować wyjścia do kościoła, spacery z psem, spotkania z rodziną, nie opuszczać wizyt lekarskich. Teraz to wszystko skasowano. Przestało być ważne z dnia na dzień. A wręcz zostało zakazane. Każdą z tych rzeczy robimy za nich. Dzielni harcerze i sąsiedzi znoszą im zakupy, wyprowadzają psa, może też gotują. Wizyty u specjalisty odwołane, nowe nie wyznaczone, zresztą ciekawe, jak się teraz to wszystko odtworzy? Kto i jak skontaktuje się z tymi starszymi osobami porejestrowanymi przed miesiącami do specjalistów?

Gasną, niedołężnieją w swoich domach. Siedzą przed telewizorami i gapią się w ekran bez sensu. Samotni. Nieznośnie samotni. Są pewnie i tacy, którym nikt nawet zakupów nie robi. Może chorują? Zdalna edukacja uprawiana od dwóch miesięcy w naszym kraju, pozwala chociaż stwierdzić ilu uczniów zniknęło z systemu, bo nie logują się w elektronicznych dziennikach. Jak sprawdzić, ilu starszych zniknęło nam z horyzontu?

Zgotowaliśmy im los straszny. Czuję złość. Smutne oczy ministra zdrowia, który ma do przekazania tylko tyle, że jeśli będziemy tak dzielni jak dotąd, to będzie tak dobrze, jak dotąd. Nie mogę tego słuchać. Co teraz panie ministrze? Kiedy i jak skłoni pan starszych do wyjścia z domu, ruszenia starych kości, wygrzania na słońcu? Pobudzenia zastałych szarych komórek do działania? Zamknął pan ich w czterech ścianach i zapomniał, że tam są. Nawet nie wspomina się o nich podczas częstych ostatnio konferencji prasowych przeróżnych członków rządu. Nie kieruje się do nich komunikatów, ani specjalnych działań. Ani nawet ciepłego słowa. Skoro już siedzą, niech siedzą tak dalej.

Dzisiejsze refleksje trochę obok choroby mamy, ale to przecież naczynia połączone. Zdrowy starszy człowiek, który posiedzi dwa miesiące w samotności, to łatwa zdobycz dla demencji. Przyczajona w jego mózgu nie miała do niego dostępu, dopóki żył aktywnie i starał się nie dać czasowi. Bez aktywności, bez towarzystwa, bez wymuszonych obowiązkami czynności stajemy się bezbronni. Nie tylko mózg, ale też mięśnie, kości, całe nasze ciało potrzebuje bodźców, stymulacji, motywacji do działania. Musimy się ruszać. Potrzebujemy też innych ludzi. Samotność to największa kara. A izolacja to przecież kwintesencja samotności. Nie skazujmy się na nią niepotrzebnie.

Wiem, że trzeba być odpowiedzialnym i nie narażać starszych na niebezpieczeństwo, ale postarajmy się znaleźć sposób, żeby z nimi być, rozmawiać, śmiać się. Nie zostawiajmy im jedzenia pod drzwiami. Nie o to chodzi w życiu. Szczególnie w ich życiu.

Zgotowaliśmy im straszny los
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Przewiń do góry
Facebook